Bomby spadły na miasto. Drugi dzień wojny w Bydgoszczy

Drugi dzień rozpoczął się wzmożonym bombardowaniem miasta i wyraźnymi już odgłosami strzałów armatnich”

Tak opisuje początek drugiego dnia wojny w Bydgoszczy starosta bydgoski Julian Suski. Oczywiście bombardowanie miasta nie nastąpiło z samego rana tylko w godzinach około południowych. W relacjach świadków możemy napotkać na różne godziny rozpoczęcia nalotu, które oscylują w granicach między godzinami 11:00 a 13:00, choć jedna relacja podaje nam nawet godzinę 9:00, co należy odrzucić jako skrajnie wczesną. Najbardziej szczegółowo godziny nalotu podane są w meldunkach polskich jednostek wojskowych. I tak np. w meldunku 82 Samodzielnej Kompanii C.K.M. i Broni Towarzyszącej podana jest godzina nalotu na Jachcice, która została ustalona na 11:35. W trakcie nalotu zrzucono około 15 bomb, większość to niewybuchy.

Drugie bombardowanie miasta niestety było już tragiczne w skutkach. Mimo niewielkich zniszczeń zginęli mieszkańcy miasta, w tym wiele małych dzieci. Nie jest łatwo ustalić dokładnej listy ofiar nalotu na miasto, lecz lista którą sporządził autor wydaje się najbliższa całkowitej sumie poległych Bydgoszczan. Edward Serwański podaje w ujęciu tabularnym ogółem 70 ofiar nalotu. Sumuje niestety ofiary ustalone przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Bydgoszczy ( 20 osób), oraz dane Urzędu Stanu Cywilnego , który podaje, że w wyniku nalotu zginęło 50 osób. Po zsumowaniu daje nam to błędnie ustaloną przez E. Serwańskiego liczbę 70 ofiar. Co ciekawe USC w Bydgoszczy od 2 do 6 września nie zanotowało w swych księgach żadnego zgonu.

Włodzimierz Jastrzębski w swej pracy ustalił, że było 25 ofiar nalotu5. I ta liczba jest najbliższa prawdzie.

Przebieg bombardowania najlepiej przedstawią nam osoby, które twierdzą, że są bezpośrednimi świadkami owego wydarzenia.

Leon Różdzyński ówcześnie pracownik łączności w Urzędzie Pocztowym tak relacjonuje przebieg bombardowania:

Dnia 2 września 1939 roku około godz.12 byłem świadkiem bombardowania przez pięć niemieckich samolotów terenów przyległych do Dworca Głównego i Towarowego w Bydgoszczy. W czasie nalotu siedziałem w rowie Poczty nr 2 przy ul. Zygmunta Augusta. Z gniazd obrony przeciwlotniczej (karabiny maszynowe) z terenu poczty i Dworca Głównego ostrzeliwano bezskutecznie niemieckie samoloty. Bomby spadły na perony Dworca Głównego, na ul. Zygmunta Augusta, ekspedycję kolejową, na budynki przy ul. Ogrodowej 1 i na tereny leżące naprzeciwko Poczty nr 2, gdzie były rowy – schrony, w których przesiedziałem aż do odwołania alarmu. Po spadnięciu bomb długo unosił się dym, a kilku wojskowych mówiło, że to bomby gazowe”

Bardzo ciekawa jest relacja Kazimierza Rogoziewicza – oficera mobilizacyjnego 62 PP:

W dniu 2 września w godzinach między 11 a 13 zbombardowane zostały w Bydgoszczy koszary 62 pułku piechoty przy ul. Warszawskiej, ul. Sowińskiego (przyległa do koszar), następnie ul. Zygmunta Augusta ( w rejonie dworca towarowego) oraz most łączący Jachcice z miastem. W wyniku bombardowania koszar zginęło 12 -13 rezerwistów, a około 60 zostało rannych (…) Rezerwiści prosili o przydział na miejscu. Zbierano ich w koszarach 62 pułku. Było ich około 1000. W związku z bombardowaniem koszar, wydałem natychmiast rozkaz ewakuowania rezerwistów do lasów w Jachcicach i na Bielawach.

Autorowi nie udało się dotrzeć do żadnych dokumentów potwierdzających straty wśród rezerwistów na terenie koszar. Istnieje natomiast meldunek sytuacyjny Samodzielnej Kompanii Ciężkich Karabinów Maszynowych i Broni Towarzyszącej w którym jeden z ppkt. Brzmi:

W koszarach 62pp w czasie bombardowania został ranny w nogę i rękę strzelec Stefan Krezowicz(?) i 1 wóz taborowy rozbity”.

Komendant kwatery głównej 15 DP oficer rezerwy Jan Bielawski w swoich wspomnieniach podaje:

W dniu 2 września Bydgoszcz była bombardowana. Paliły się koszary 8 dywizjonu pancernego i lotnisko. Ponadto kilka bomb spadło na samo miasto i na dworzec. Wiem, że były straty wśród ludności cywilnej”. Świadek myli się w swoich wspomnieniach co do nalotu na lotnisko, który nastąpił w dniu poprzednim. W swojej relacji jest lakoniczny i nie wiemy czy był bezpośrednim obserwatorem czy swoją wiedzę uzyskał w późniejszym czasie lub od osób trzecich.

Relacja ppor. Rez. Stanisława Kasperskiego jest ciekawa choćby ze względu, że był dowódcą 2 plutonu 82 kompanii przeciwlotniczej 15 DP i obrona miasta przed nadlatującymi samolotami stanowiła jego główne zadanie bojowe:

W dniu 24 sierpnia 1939 r. zostałem zmobilizowany i skierowany do Torunia. Tam otrzymałem przydział do kompanii przeciwlotniczej 15 DP. Po kilku dniach kompania nasza została przeniesiona do Bydgoszczy i stanęła częściowo w szkole przy ul. Królowej Jadwigi, częściowo zaś na terenie Dworca Głównego. Zadaniem naszym była obrona przeciwlotnicza dworca. Mój oddział stacjonował na dworcu. W dniu 2 września nastąpiło bombardowanie Bydgoszczy. Ponieśliśmy znaczne straty”.

Osobą najbardziej zainteresowaną nalotem na miasto z pewnością był komendant Straży Pożarnej w Bydgoszczy Wawrzyniec Wodzimirski. Tak oto opisuje nam wydarzenia z 2 września:

Po godz.12 ogłoszono alarm lotniczy Niemcy bombardowali tereny przyległe do Dworca Głównego i towarowego. Bomby spadły w pobliżu torów kolejowych na ul. Zygmunta Augusta, niszcząc jeden dom. W wypadku tym interweniowała Straż Pożarna, gasząc powstały ogień. Stwierdziłem, że zrzucono bomby burzące i zapalające. Tam też widziałem trupy kilku ludzi i koni. Bombardowano również dworzec towarowy przy ul. Zygmunta Augusta. Bomby zniszczyły tam część ramp i halę towarową, oraz zapaliły cysterny zawierające materiały pędne, prawdopodobnie benzynę. W gaszeniu pożaru brała udział Straż Pożarna. Bomby spadły także na dziedziniec domu przy ul. Dworcowej – róg Unii Lubelskiej. Straty w ludziach wynosiły kilkunastu zabitych żołnierzy i około 10 rannych. Byłem tam osobiście krótko po bombardowaniu. Straż Pożarna interweniowała także na terenie koszar przy ul. Artyleryjskiej, gdzie po zbombardowaniu paliły się magazyny”.

Ostatnim przedstawionym świadkiem będzie cytowany już wcześniej Zbigniew Raszewski. Oto co zaobserwował tego dnia:

Następnego dnia – tj. 2 września 1939 r. K.D. – nadleciała spora formacja bombowców. Widziałem ją dobrze z podwórka III Komisariatu Policji Państwowej, (który znajdował się nieco na południe od dworca). Szła na wysokości kilku tysięcy metrów Samoloty błyszczały w słońcu. Czeskie – powiedział kolega stojący obok mnie. (Patriotyczna histeria z końca sierpnia nie dopuszczała myśli o jakiejkolwiek broni, którą by Niemcy sami byli w stanie wyprodukować, jeśli coś mają to czeskie.) Po chwili wokół samolotów ukazały się dodatkowe błyski, rozległ się przeraźliwy świst, a po nim nastąpiły już detonacje połączone z odgłosami walącego się muru i tłuczonego szkła. Pamiętam uczucie zdziwienia. Więc to jest aż tak głośne? Wkrótce rozległy się wołania o pomoc. Mój kolega wpadł w oburzenie. Jak można było dopuścić do bombardowania? Pytanie właściwie retoryczne, skoro zważyć, że czynnej obrony przeciwlotniczej prawie nie było”.

„Obrony przeciwlotniczej prawie nie było” – ostatnie zdanie z wspomnień Zbigniewa Raszewskiego niestety powtarza się w kilku relacjach. Kwintesencją braku polskiej obrony przeciwlotniczej jest sytuacja w której znalazł się ppor. Rez. Józef Borkowski – podczas wojny dowódca plutonu taczanek III batalionu 61 PP, który po otworzeniu ognia do niemieckich samolotów został aresztowany za zdradę polskich pozycji. Na szczęście, gdy jego zwierzchnicy nieco ochłonęli został zwolniony z zarzutów i przydzielony do dalszej służby.

Bardzo często zdarzało się, że polska obrona przeciwlotnicza była bezradna jeśli niemieckie samoloty latały na zbyt dużym pułapie.

2 września doszło również do zawalenia przęseł mostu fordońskiego. Most został zaminowany na trzy dni przed wybuchem wojny. Zostało to zrobione przedwcześnie. Gdyby poczekano by z decyzją odnośnie minowania mostu do czasu wycofania się polskich jednostek z miasta nie doszło by do jego zniszczenia, oczywiście zakładając, że Luftwaffe nie atakowałaby mostu aż do skutku. Istnieją dwie wersje wydarzeń związanych z zawaleniem się mostu przez Wisłę. Według jednej z nich most został zbombardowany podczas nalotu, według drugiej natomiast, zrzucona bomba w pobliżu mostu uruchomiła detonator i na skutek eksplozji materiału wybuchowego, którym ominowany był most doszło do jego zniszczenia. Autor przychyla się do wersji, iż most fordoński został trafnie zbombardowany, a ładunki z materiałem wybuchowym samoczynnie uruchomione po wybuchu bomb dopełniły dzieła zniszczenia. Most został zniszczony około godz. 14.

W wielu przytoczonych relacjach mogliśmy wyczytać o wielu poległych w trakcie bombardowania. Ofiary były liczone w dziesiątkach, podobnie jak ranni od odłamków bombowych. Przez lata powojenne ówczesnych władz nie interesowało zaniżanie liczby zabitych, a wręcz wprost przeciwnie. Im większe straty poniósł naród polski od niemieckiego najeźdźcy tym według nich bardzie Polacy powinni być wdzięczni Rosji za pokonanie naszego okupanta. W taki sposób liczba zmarłych w wyniku bombardowania sięgała nawet 70 ofiar i kilkudziesięciu rannych. Autor ustalił liczbę ofiar na 26, z zaznaczeniem, że może ta liczba ulec zmianie w wyniku odnalezienia jakiś nowych dokumentów bądź relacji rodzin ofiar.

Jest to przedruk fragmentów mojego artykułu, który ukazał się w Militariach Pomorskich, wyd. MWL.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Mk pisze:

    Mój brat mojego pradziadka Leon Cichański zginął na dworcu kolejowym 2 września.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *