Orzeł. Ostatni patrol – nudy i przekłamania

Dzięki zaproszeniu z Klubu Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych udało mi się obejrzeć film Orzeł. Ostatni patrol. Szedłem na film z pewną wiedzą, że raczej nie porywa i okazuje się wielką klapą. W pierwszy weekend film obejrzało jedynie 18 tysięcy ludzi. To bardzo mało. Pomimo tego chciałem dać filmowi szansę. Czasem tak bywa, że komuś się nie podoba bo ma inne gusta. ja do kina idę by się bawić, a nie uczyć historii.

Film zaczyna się od dziwnych ujęć widzianych jakby zza szyby. Nie wiem co reżyser miał tu na myśli. Czy miałyby to być ujęcia widziane niejako z zewnątrz statku? Można tak pomyśleć, ale czy na pewno to nie wiem.

Zabrakło mi jakiegoś wprowadzenia do historii załogi. Tę poznajemy dopiero na pokładzie w trakcie patrolu. Marynarze mało co z sobą rozmawiają. Dialogi są krótkie i płytkie. Wśród oficerów niestety nie wygląda to lepiej.

Kuriozum było dla mnie, gdy dwaj najlepsi strzelcy wyszli z karabinami by ustrzelić reflektory, tzw. szperacze niemieckich okrętów polujących na Orła. Skończyć to się dobrze nie mogło. A i z realiami pola walki nie miało wspólnego wiele.

Jeśli już o realiach mowa to marynarz Eryk Sopoćko został uśmiercony razem z całą załogą Orła … mimo, że naprawdę zginął dopiero w 1943 roku. Takich błędów się nie wybacza. Wystarczyło zatrudnić dobrego konsultanta historycznego, który wyłapał by takie wpadki.

Film oczywiście kończy się zatonięciem okrętu po zbombardowaniu go przez brytyjski samolot co wydaje się dość dobrą hipotezą. Czy prawdziwą? Zapewne dopóki nie odnajdziemy wraku to się nie dowiemy.

Jako ciekawostkę dodam, że model ORP Orzeł który zagrał w filmie znajduje się obecnie w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.