W bibliotece na Jachcicach opowiadałem nie tylko o „krwawej niedzieli” [GALERIA]

24 listopada o godz. 18:00 rozpoczęło się spotkanie w filii bibliotecznej na Jachcicach. To już moje kolejne spotkanie, które odbywało się w tym miejscu. Miejsce spotkania zostało pięknie przygotowane pod tematykę spotkania.

Głównym tematem mojej opowieści były wydarzenia września 1939 r. w Bydgoszczy. Przedstawiłem swoje najnowsze badania w tym temacie, które opublikowałem w książce pt. Nie tylko krwawa niedziela. Bydgoski wrzesień 1939 dzień po dniu. Wydawcą publikacji jest wydawnictwo Pejzaż z Bydgoszczy.

W dalszej części zaprezentowałem również moje dwie inne publikacje: Rozkaz zabić! Tajemnica śmierci Heinricha Himmlera, wyd. Stara Szuflada oraz Palili, mordowali, gwałcili. Zbrodnie Armii Czerwonej na Polakach w altach 1920-1945.

Na koniec spotkania nastąpiła seria pytań od zgromadzonej publiczności.

Serdecznie dziękuję paniom pracującym w bibliotece za niezwykle miłe przyjęcie i organizację tego spotkania.

Fot. Biblioteka na Jachcicach.

Gdzie się podziali Honorowi Obywatele Bydgoszczy?

Zaledwie kilkanaście dni temu wybuchła w Bydgoszczy informacja, że radni koalicji rządzącej w w Bydgoszczy chcą pozbawić papieża św. Jana Pawła II Honorowego Obywatelstwa Miasta Bydgoszczy. Wcześniej prowadzona była publiczna dyskusja na temat honorowego obywatelstwa marszałka Michała Roli-Żymierskiego.

Dokument potwierdzający nadanie honorowego obywatelstwa miasta Bydgoszczy Michałowi Żymierskiemu

Dokument o nadaniu honorowego obywatelstwa Żymierskiemu znalazł w archiwum doktor Krzysztof Halicki podczas pracy nad książką „Sekrety Bydgoszczy”.

Warto pamiętać, że jako naczelny dowódca Wojska Polskiego i minister obrony narodowej (1944-1949) oraz przewodniczący Państwowej Komisji Bezpieczeństwa Żymierski osobiście zatwierdzał liczne wyroki śmierci na przedwojennych oficerów Wojska Polskiego. Według szacunkowych danych jego podpis widnieje na około 100 wyrokach śmierci

– przypomina historyk.

Żymierski w czasie I wojny światowej walczył w Legionach Polskich u boku Józefa Piłsudskiego, później wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej (1919-20). W trakcie zamachu majowego (1926) stanął po stronie rządu. Rok później został zdegradowany i skazany na 5 lat więzienia za nadużycia finansowe. Po odsiadce wstąpił do Komunistycznej Partii Polski, został zwerbowany jako informator przez NKWD. Nie brał udziału w walkach we wrześniu 1939 roku, w 1944 stanął na czele Armii Ludowej. W PRL był m.in. członkiem Rady Państwa (1949-52).

Temat ten co oczywiste zwrócił więc moją uwagę. Pomimo pewnych perturbacji ostatecznie na wniosek radnych PiS Rada Miasta uchwaliła odebranie tego zaszczytnego tytułu marszałkowi Roli- Żymierskiemu.

To jednak nie koniec historii. Na stronie urzędowej miasta Bydgoszczy możemy znaleźć informacje o tym kto dzierży zaszczytne miano Honorowego Obywatela grodu nad Brdą i Wisłą. Zawarto tu informacje o 19 osobach, które swoim działaniem zasłużyły na to miano. Znajdują się to różne osoby bardziej lub mniej związane z miastem. Jednakże mniejsza o to. Mnie zastanawia co innego. Co z pozostałymi osobami, które otrzymały od Rady Miasta Bydgoszczy miano Honorowego Obywatela?

Jak pisał w swoim artykule o Honorowych Obywatelach Miasta Marek Romaniuk – Przez blisko 150 lat pruskiego władztwa w mieście nie szafowano tą godnością. Otrzymało ją jedynie 16 osób. Najczęściej nadawano ją za zasługi dla miasta, przy okazji obchodzonego uroczyście jubileuszu kilku dziesięciolecia pracy zawodowej, pełnienia funkcji honorowych, działalności społecznej lub charytatywnej i ustanawiania rozmaitych fundacji. niekiedy honorowano w ten sposób osoby zasłużone, lecz opuszczające miasto ze względu na dalszą karierę zawodową. Sporadycznie tylko godność honorowego obywatela otrzymywali ogólnopaństwowi notable.(…) Znaleźli się w tej grupie: kanclerz Rzeszy Niemieckiej, jeden z ministrów, prezydenci i radcy Królewskiej Regencji w Bydgoszczy oraz dyrektor bydgoskiej poczty.

Pierwszym honorowym obywatelem Bydgoszczy został Joseph Salomon von Stein. Kolejną osobą wyróżnioną tą godnością był również prezydent Regencji w Bydgoszczy, Carl Christian Ferdinand von Willmann, który pełnił tę funkcję w latach 1832-1841. Do historii przeszedł jako założyciel i pierwszy przewodniczący Towarzystwa Upiększania Miasta Bydgoszczy. Staraniem tej organizacji podjęto zadrzewianie bydgoskich ulic, założono skwery i parki m.in. park na dzisiejszym Wzgórzu Dąbrowskiego koło wieży ciśnień, który nazwano jego imieniem. Honorowe obywatelstwo Bydgoszczy otrzymał 7 IX 1833 roku. Zmarł w Bydgoszczy 12 listopada 1841 roku.

7 lutego 1835 roku wspomnianą godnością wyróżniono Johanna Gottfrieda Springera. Następny honorowy obywatel Bydgoszczy był prawnikiem. Był nim pradziad gen. Heinza Guderiana – Mathias Guderian. Karierę sędziowską rozpoczął jako sędzia Sądu Narodowego w Bydgoszczy. Później był sędzią powiatowym w Sępólnie, a następnie burmistrzem w Kościanie. W 1816 roku jako komisarz sprawiedliwości objął w Bydgoszczy funkcję notariusza publicznego Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Od 1827 roku już jako radca sprawiedliwości prowadził własną kancelarię adwokacką i notarialną. Godność honorowego obywatela miasta otrzymał 27 kwietnia 1840 roku, w 50-lecie pracy w organach wymiaru sprawiedliwości.

20 lipca 1840 roku honorowym obywatelem miasta został Gottfried Groschke, także świętujący jubileusz 50-lecia pracy. Groschke powierzono stanowisko dyrektora bydgoskiego okręgu poczty. Kolejne honorowe obywatelstwo Bydgoszczy po 18 latach od poprzedniej nominacji otrzymał ewangelicki duchowny, dr teologii Jacob Heinrich Ferdinand Romberg.

7 marca 1864 roku honorowym obywatelem Bydgoszczy został po raz kolejny prezydent Regencji w Bydgoszczy w latach 1850-1864, Julius Karl Leopold von Schleinitz. 24 czerwca 1865 roku tytuł otrzymał Gustav Wilhelm Runge. Następnym honorowym obywatelem Bydgoszczy został Emil Senff. W latach 1850-1857 prowadził kancelarię adwokacką i notarialną w Bydgoszczy. Od 1855 roku zasiadał w Radzie Miejskiej Bydgoszczy. Od 1861 jej przewodniczył. Był także posłem parlamentu frankfurckiego. W działalności politycznej bronił praw mniejszości (także Polaków) do własnego języka. Tytuł honorowego obywatela otrzymał także organizator i kierownik otwartej w 1851 r. Szkoły Realnej – Gustav Eduard Gerber. Kolejnym honorowym obywatelem Bydgoszczy był generał kawalerii Otto Rudolf Benno Hahn von Weyherrn. W latach 1866-1870 stał na czele 4 dywizji piechoty stacjonującej w Bydgoszczy.

30 sierpnia 1888 roku wyróżniono Heinricha Juliusa Gamma, pierwszego rodowitego bydgoszczanina. W niespełna rok później, 29 maja 1889 roku honorowe obywatelstwo Bydgoszczy otrzymał Albert von Maybach. Hermann August Franke był drugim rodowitym bydgoszczaninem, którego miasto obdarzyło godnością honorowego obywatela.

19 marca 1903 roku nadano ten zaszczytny tytuł kanclerzowi Bernhardowi von Biilowowi, Ostatnim honorowym obywatelem Bydgoszczy, który godność tę otrzymał od pruskich władz miasta był Lewin Louis Aronsohn, wpływowy bydgoski bankier i finansista.

Aronsohn jak wspomniałem na początku tekstu jest pierwszym honorowym obywatelem, którego możemy odnaleźć na stronach urzędu miasta Bydgoszczy. Franke oraz Gamm są w pewnym stopniu w Bydgoszczy obecni. Co jednak z innymi. Co ze Senffem, który mimo że Niemiec domagał się praw dla Polaków?

Będziemy udawać, że ich nie ma i nie ma problemu czy przywrócimy ich w naszej lokalnej pamięci. A może też w drugą stronę odbierzemy im obywatelstwo honorowe? Może warto zważyć uczynki każdego z honorowych obywateli dla miasta i wówczas podjąć sensowne decyzje?

Pozostawiam Państwa z tymi rozważaniami.

PILNE! Trybunał Konstytucyjny nakazał uwolnienie Janusza Walusia

Trybunał Konstytucyjny uchylił w poniedziałek decyzję ministra sprawiedliwości i służb poprawczych Ronalda Lamoli odmawiającą zwolnienia warunkowego dla zabójcy Chrisa Haniego – Janusza Waluśia.

Wydając orzeczenie, główny sędzia Raymond Zondo powiedział, że „decyzja ministra była irracjonalna, podlega przeglądowi i musi zostać uchylona”.  nakazał tym samym zwolnienie Polaka w ciągu 10 dni.

Waluś urodził się na Podhalu w Zakopanem, choć publicysta Adam Tycner wskazuje na okolice Szczyrku. W rodzinie, wywodzącej się z Kresów, panowała atmosfera antykomunistyczna. Jego rodzice wraz z Januszem i jego starszym bratem przenieśli się potem do Radomia. Jego ojciec, Tadeusz Waluś, prowadził prywatny zakład zajmujący się produkcją kryształów, w którym pomagał także jego syn. Janusz Waluś w młodości uprawiał sporty samochodowe – zdobył tytuł mistrza Polski w kategorii Fiat 127. Mówił, że był „sympatykiem Solidarności, ale bliżej mi było do KPN”.

W 1981 roku wyemigrował do Republiki Południowej Afryki, gdzie dołączył do ojca i brata, którzy przybyli tam w połowie lat 70. Wspólnie z nimi, podobnie jak wcześniej w Polsce, prowadził niewielką hutę szkła. Gdy po kilku latach ich rodzinny interes zbankrutował, ojciec opuścił RPA, a bracia pozostali w Afryce, zajmując się różnymi profesjami – starszy brat założył przedsiębiorstwo, a Janusz Waluś został kierowcą ciężarówki.

 1986 roku Janusz Waluś przyjął południowoafrykańskie obywatelstwo i silnie zaangażował się w działalność polityczną. W czasie rosnących antagonizmów rasowych, światopoglądowych i narodowych stanął po stronie afrykanerskich nacjonalistycznych działaczy, dążących do utrzymania systemu segregacji rasowej. Wstąpił kolejno do rządzącej Partii Narodowej, następnie Partii Konserwatywnej, a w końcu do neonazistowskiej i terrorystycznej organizacji Afrykanerski Ruch Oporu.

Waluś 10 kwietnia 1993 roku zastrzelił Chrisa Haniego, będącego liderem partii komunistycznej, przed jego domem w Boksburgu obok Pretorii. W sądzie tak opisał sam moment zabójstwa:

Wychodził ze swojego samochodu. Wsadziłem pistolet Z88 za pasek z tyłu moich spodni i podszedłem do niego. Nie chciałem strzelać w plecy, więc zawołałem: Mister Hani. Odwrócił się, a ja wyciągnąłem pistolet i strzeliłem w niego. Kiedy się przewracał, strzeliłem drugi raz. Tym razem w głowę. Kiedy upadł na ziemię, oddałem jeszcze dwa strzały w skroń. Zaraz potem wsiadłem do samochodu i odjechałem stamtąd najszybciej, jak to było możliwe.

Za zabójstwo został skazany na śmierć, jednak wyrok zamieniono na dożywocie.

Fot. twojazbiorka.pl

Biogram za Wikipedia

O wrześniowej historii Bydgoszczy w Klubie Inteligencji Katolickiej [RELACJA]

15 listopada w sali Klubu Inteligencji Katolickiej w Bydgoszczy odbyło się spotkanie autorskie w trakcie którego zaprezentowałem moje najnowsze publikacje książkowe. Głównym tematem poruszanym w trakcie spotkania i mojej wypowiedzi były wydarzenia bydgoskie z września 1939 r.

W spotkaniu uczestniczyła również prawnuczka Józefa Tomaszewskiego – zamordowanego przez Niemców na Szwederowie w dniu 10 września 1939 r. Opowiedziała bardzo ciekawą historię o tym, ze to nie jej pradziadek a dziadek miał zostać zamordowany. Pomyłka wynikła z powodu imienia której obaj nosili takie samo.

Na zakończenie spotkania przybliżyłem również dwie kolejne publikacje, które ukazały się w ostatnim miesiącu. Od przewodniczącej KIK pani Teresy Bermańskiej otrzymał upominek w podziękowaniu za przybycie na spotkanie.

Fot. Teresa Bermańska

Polskie wojsko chcieli rozsadzić od wewnątrz. Agitacja komunistyczna w Wojsku Polskim 1920-1939

Zakończona polskim zwycięstwem przynajmniej w wymiarze militarnym wojna polsko-bolszewicka nie była jednak tożsama z unicestwieniem ideologii komunistycznej. Trudne czasy powojenne sprzyjały rozprzestrzenianiu się haseł o równości mas, braku wyzysku i tak dalej. Tym samym w bardzo szybki i łatwy sposób mogło dojść do destabilizacji systemu państwowego w odradzającej się Polsce. Wydaje się, że komuniści najmniejszy wpływ mieli na polskie wojsko. Dlatego też duży wysiłek został włożony w propagandę skierowaną do żołnierzy. Zaszczepienie u nich ziarna komunistycznego mogło doprowadzić do wybuchu rewolucji domowej na wzór Rosyjski a wówczas wciąż liczebnie silna Armia Czerwona mogłaby wkroczyć w polskie granice dokańczając niejako to, co nieudało się w 1920 roku. W podejmowanych działaniach polscy komuniści mieli już duże doświadczenie, działając na tym polu już od listopada 1918 roku, kiedy w ślad za odchodzącymi do Niemiec armiami Ober-Ostu wchodzili na te tereny podżegając jednocześnie i Niemców i Polaków i nakłaniając ich do popierania szerzonych idei. Warto jednak zauważyć, że idea niepodległościowa i chęć posiadania własnego państwa, odrodzonego po 123 latach niewoli była u większości Polaków silniejsza niż głoszone hasła zniesienia granic i koncepcje internacjonalistyczne. Znaczące zwiększenie agitacji komunistycznej zostało odnotowane przez lokalne oddziały Żandarmerii Wojskowej w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Było to logiczne działanie tzw. V kolumny by użyć tu nieco później powstałego sformułowania. Po zakończeniu konfliktu dalsze działania zostały poddane centralizacji. Agitacją formalnie kierował utworzony jeszcze w lutym 1919 roku przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii Robotników Polski (po 1925 roku Komunistycznej Partii Polski), autonomiczny Wydział Agitacji w Wojsku, przekształcony w lipcu 1927 roku w Centralny Wydział Wojskowy KPP, któremu podlegały Okręgowe Wydziały Wojskowe. Na niższych szczeblach powołano pełnomocników, którzy byli skierowani do pracy terenowej w kontakcie z żołnierzem polskim. To na pełnomocnikach spoczywała całość obowiązków i tzw. pracy werbunkowej. Wprowadzona restrukturyzacja była związana z rozbiciem komunistycznych struktur do czego doszło w 1926 roku.

W wytycznych dla pełnomocników zalecano: tworzenie w oddziałach i garnizonach komórek i komitetów, zachęcanie żołnierzy do masowych wystąpień przeciwko oficerom i podoficerom, kolportaż na terenie koszar ulotek, plakatów i prasy, a także akcję „uświadamiającą” wśród poborowych i rezerwistów.

Manifest Polrewkomu z 30 lipca 1920 r. Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna

Równocześnie prowadzono działalność o charakterze wywiadowczym oraz gromadzono informacje o nastrojach panujących w wojsku. Nie stroniono od rozpracowywania obiektów i struktur wojskowych. Działalność KPP była w Polsce uznawana oficjalnie za wrogą i antypaństwową. Wiązało się to więc z podejmowaniem działań skierowanych przeciwko agitatorom. Jednocześnie w poszczególnych garnizonach organizowano polityczne i uświadamiające pogadanki oraz ostrzegano przed prowadzoną agitacją z przestrzeżeniem o najsurowszych konsekwencjach dla tych, którzy agitacji ulegną lub sami taką prowadzić będą.

Trzeba przyznać, że analizując meldunki Samodzielnych Referatów Informacyjnych, które były odpowiedzialne za prowadzenie działalność kontragitacyjnej i wyłapywanie agitatorów dużą część komunistycznych propagandzistów w Wojsku Polskim czy też osób agitujących wśród żołnierzy stanowiły osoby pochodzenia Żydowskiego. Przykładem może być choćby utworzony w 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich w Bydgoszczy Rejonowy Komitet Komunistyczny Polski, który pomimo szumnej nazwy składał się z trzech działaczy, z czego jeden był konfidentem nasłanym przez Samodzielny Referat Informacyjny, który podejrzewał prowadzenie takiej działalności w jednostce. Żeby mieć świadomość jak wyglądało prowadzenie takiej agitacji, a osoby ja prowadzące nie były osobami z przypadku warto przytoczyć zeznanie, które złożył przed Sądem Rejonowym w Bydgoszczy ułan Szczerbakow, który prowadził rozpracowanie tej jaczejki komunistycznej:

Po przybyciu do pułku zapoznałem się z zainteresowanymi osobami, a mianowicie: uł. Saganowiczem, Bulukiem, i jeszcze 2, których nazwiska nie pamiętam. Pierwsza osoba, która zwróciła na mnie uwagę był uł. Saganowicz, który zainteresował się moją osobą w dniu 11 lipca br. w czasie obiadu żołnierskiego. Po rozmowie towarzyskiej o naszych rodzinnych stronach, ze względu na to, że byłem nowym w pułku, poznał on mnie ze swoimi kolegami – nazywając ich towarzyszami: ułanami Basatajem, Kłuśko, Szczurko, Suchonosikiem. Saganowicz początkowo poruszając rozmowy polityczne głównie rozmawiał na temat „Hromady”7, jej programie i likwidacji przez władze państwowe. Po tygodniowej znajomości z Saganowiczem zaczął on rozmawiać ze mną na temat jego pracy w partii komunistycznej przed powołaniem do służby wojskowej. Mówił on, że był „rejonowym” w KPZB (Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi)  w powiecie kossowskim, mówił o szczegółach swej działalności, jak z Basatajem wieszali transparenty komunistyczne. Następnie zaznaczał on, że Basałaj i jeszcze 10 członków byli na specjalnym kursie w Mińsku, który nazywał się „kursem oficerskim”.  Saganowicz mówił mi, że jeździł raz na miesiąc do Mińska lub Moskwy  z niejakim Baranem. Zaznaczał w szczegółach, że jeszcze w cywilu bardzo czynnie współpracował  z partią. Jakkolwiek był rocznikiem 1906, to jednakże partia spowodowała, że przerobiwszy go w księgach poborowych na rocznik 1905, by mógł iść z tym poborem do wojska ze względu na brak prowodyrów w wojsku. Wyjeżdżając do Bydgoszczy, otrzymał on szczegółową instrukcję od Rejonowego Komitetu KPZB w Kosowie, co do działalności organizacyjnej w pułku. Idąc w myśl tej instrukcji początkowo organizował jaczejki komunistyczne, a później rejonowe komitety Stojąc na posterunkach jeszcze jako rekrut, a korzystając z wolnych chwil od ćwiczeń, wypytywał się on rekrutów, co by czynili, gdyby przełożeni kazali strzelać im w masy robotnicze, chwalił się, że pouczał ich, że gdy widzą przemoc po stronie przełożonych, to strzelać w górę, gdy przeciwnie obrócić broń na swych przełożonych. Mówił, że w początku tego roku otrzymał odezwy od studenta w Bydgoszczy – Żurawskego, zamieszkałego na Czyżkówku i rozrzucał je w I szwadronie i na pokoju podoficerskim. Zaznaczam, że sprawdziłem i faktycznie odezwy takie były rozrzucane. W lipcu, gdy przybyłem, Saganowicz miał już rozagitowanych szereg ułanów i był w przededniu ujęcia ich w ścisłą organizację, lecz wyjazd na manewry przeszkodził temu.

Oczywiście po powrocie pułku z manewrów prowadzono dalsze działania a grupa rozagitowanych ułanów znacząco wzrosła. Praktycznie wszyscy ułani, którzy ulegli komunistycznej propagandzie pochodzili z kresów wschodnich II Rzeczpospolitej.

Należy zauważyć, że po przewrocie majowym znacząco zmniejszyło się pobłażanie dla rewolucyjnej działalności wśród żołnierzy, jak i reszty społeczeństwa. Agitatorzy zmuszeni zostali do wymyślania kolejnych działań kamuflażowych. Aby uniknąć schwytania w trakcie kolportowania ulotek z komunistycznymi odezwami zatrudniono do kolportażu swoje dzieci oraz żony. Aresztowanie kobiet a tym bardziej małych dzieci przez wojsko czy policję miało wzbudzić w społeczeństwie polskim oburzenie i zwiększyć podatność na komunistyczne hasła.

W 1934 r., jak twierdzić można na podstawie przechwyconego przez SRI okólnika KC KPP mówiącego o pracy w wojsku, uznawano, iż proletariat może zwyciężyć, pod warunkiem że na jego stronę przejdzie armia. Równocześnie komuniści uważali, że koszary stanowią jedną z najtrudniejszych „twierdz świata” do zdobycia.

Podsumowując należy stwierdzić, ze pomimo pewnych sukcesów w szerzeniu propagandowych haseł i podburzania nastrojów zdecydowana większość kadry podoficerskiej i oficerskiej zdawała sobie sprawę, że ZSRS stanowi ciągłe zagrożenie dla niepodległości Polski. Tym samym prowadzone działania przez komunistów mogły przynieść ograniczone efekty jedynie wśród żołnierzy szeregowych, zwłaszcza tych pochodzących z kresów wschodnich.

Historyczne wydarzenie – prezydenci Rzeczypospolitej na uchodźstwie wracają do kraju

W Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie 12 listopada o godz. 15.00 rozpoczną się uroczystości pochówku szczątków wielkich Polaków, prezydentów Rzeczypospolitej na uchodźstwie: Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego, Stanisława Ostrowskiego. Spoczną oni w Mauzoleum Prezydentów RP na Uchodźstwie. W uroczystościach wezmą udział przedstawiciele najwyższych władz Polski, w tym prezydent RP Andrzej Duda oraz prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki, członkowie rodzin prezydentów RP na uchodźstwie oraz reprezentanci brytyjskiej Polonii.

O 15:00 w Świątyni Opatrzności Bożej rozpocznie się żałobna msza święta, którą poprowadzi kardynał Kazimierz Nycz. Po zakończeniu nabożeństwa głos zabiorą prezydent Andrzej Duda oraz premier Mateusz Morawiecki. W uroczystościach udział zapowiedział również marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

Szczątki prezydentów: Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego, Stanisława Ostrowskiego spoczną w Mauzoleum Prezydentów RP na Uchodźstwie. Tam też przeniesione zostaną szczątki prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego z małżonką, którzy spoczywają obecnie w Panteonie Wielkich Polaków. Dwa kolejne sarkofagi symbolizują groby pozostałych dwóch prezydentów na uchodźstwie: Edwarda Raczyńskiego i Kazimierza Sabbata.

W trakcie składania trumien w sarkofagach, około godz. 16:30, przed Świątynią zostaną oddane potrójne salwy honorowe, a we wszystkich warszawskich parafiach zabiją dzwony. Zakończenie uroczystości przewidziano na godz. 17:00.

„Chciałbym zaprosić wszystkich do odwiedzenia tego miejsca 12 listopada. To historyczne wydarzenie: prezydenci wolnej Rzeczypospolitej wracają do kraju – powiedział Wojciech Labuda, pełnomocnik prezesa Rady Ministrów do spraw Ochrony Miejsc Pamięci. – 12 listopada kończymy czteroletnie obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości i wieńczymy je pochówkiem trzech prezydentów na uchodźstwie. 100-lecie niepodległości to pół wieku Polski poza Polską, Polski na uchodźstwie” – podkreślił.

Mikołaj Falkowski, prezes Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” powiedział: „Kaliber tego zdarzenia jest potężny. Podkreślamy ciągłość legalnego funkcjonowania państwa polskiego pomiędzy II RP, III RP, a tym całym wielkim wehikułem historycznym, który rozgrywał się na emigracji pomiędzy 1939 r. a 1990 r.” „Oddajemy hołd i należny szacunek polskim patriotom, ludziom, którzy udowodnili i pokazali poprzez swoją postawę i działania, że w wielkim historycznym sporze z komunistami, to oni mieli rację” – zaznaczył.

Z kolei ks. Tadeusz Aleksandrowicz, kustosz Świątyni Opatrzności Bożej podkreślił, że „nie dziwi ta decyzja, że w Mauzoleum znalazło się miejsce dla prezydentów, którzy pełniąc swoją funkcję na obczyźnie przez lata II wojny światowej i następujący po niej okres komunistycznego zniewolenia, wiernie służyli Polsce i kontynuowali tę ciągłość”. Przypomniał też, iż „w marcu 1921 r. Sejm uchwalił m.in. Konstytucję marcową i przyjął ustawę o wykonaniu ślubu uczynionego przez Sejm Czteroletni wzniesienia w Warszawie Świątyni Opatrzności Bożej”. „W ustawie zapisano m.in., że w podziemiach tego wotum narodu mają znaleźć się grobowce Polaków zasłużonych dla odzyskania wolności. Można powiedzieć, że w tej chwili jesteśmy kontynuatorami tego dzieła, które zostało zapisane ponad 200 lat temu i potwierdzone ponad 100 lat temu” – oświadczył ks. Aleksandrowicz.

Obok Mauzoleum Prezydentów RP na Uchodźstwie Instytut Pamięci Narodowej przygotował Izbę Pamięci.

„Służy ona przypomnieniu postaci prezydentów RP na uchodźstwie, czasów, w którym przyszło im działać oraz wyzwań, jakim usiłowali sprostać – powiedziała Elżbieta Duda, zastępca dyrektora Biura Edukacji Narodowej w IPN. – Na wystawie stałej znajdują się zdjęcia, artefakty i dokumenty pozyskane od rodzin i instytucji pielęgnujących pamięć o prawowitych władzach państwa polskiego. W Izbie prezentujemy również tło historyczne oraz mapę ukazującą główne ośrodki polonijne na świecie” – dodała dyr. Duda.

W Izbie Pamięci szczególne miejsce zajmuje kopia prezydenckiej Chorągwi Rzeczypospolitej, której oryginał powiewał nad Zamkiem Królewskim od 1926 do 1939 roku. Sztandar uratował prezydent Ignacy Mościcki, wywożąc go do Londynu. Wśród przekazanych pamiątek znajdują się oryginalne fotografie i dokumenty z czasów, gdy poszczególni prezydenci piastowali najważniejsze stanowisko RP na Uchodźstwie. Można obejrzeć m.in. paszport i legitymację oficera służby zdrowia z 1944 r. Stanisława Ostrowskiego, pieczęć prezydenta Kazimierza Sabbata oraz ryngraf ofiarowany 4 września 2004 r. Ryszardowi Kaczorowskiemu z okazji 85. rocznicy jego urodzin. Na multimedialnym ekranie wyświetlany jest materiał filmowy poświęcony wszystkim prezydentom RP na uchodźstwie. Projektantem wystawy w Izbie Pamięci jest Jarosław Kłaput, współtwórca m.in. Muzeum Domu Rodzinnego Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach oraz ekspozycji głównej Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Stefana Wyszyńskiego.

„Misja prezydentów, którzy przez pół wieku zabiegali o wolną Polskę, w 1990 roku została zakończona i dzisiaj żyjemy w wolnym, niepodległym kraju. Spłacamy dług wobec polskiej emigracji, która przez pół wieku po zakończeniu II wojny światowej trwała niezłomnie na straży niepodległości” – podsumował Wojciech Labuda, pełnomocnik rządu ds. ochrony miejsc pamięci.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Fot. Prezydent.pl

Orzeł. Ostatni patrol – nudy i przekłamania

Dzięki zaproszeniu z Klubu Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych udało mi się obejrzeć film Orzeł. Ostatni patrol. Szedłem na film z pewną wiedzą, że raczej nie porywa i okazuje się wielką klapą. W pierwszy weekend film obejrzało jedynie 18 tysięcy ludzi. To bardzo mało. Pomimo tego chciałem dać filmowi szansę. Czasem tak bywa, że komuś się nie podoba bo ma inne gusta. ja do kina idę by się bawić, a nie uczyć historii.

Film zaczyna się od dziwnych ujęć widzianych jakby zza szyby. Nie wiem co reżyser miał tu na myśli. Czy miałyby to być ujęcia widziane niejako z zewnątrz statku? Można tak pomyśleć, ale czy na pewno to nie wiem.

Zabrakło mi jakiegoś wprowadzenia do historii załogi. Tę poznajemy dopiero na pokładzie w trakcie patrolu. Marynarze mało co z sobą rozmawiają. Dialogi są krótkie i płytkie. Wśród oficerów niestety nie wygląda to lepiej.

Kuriozum było dla mnie, gdy dwaj najlepsi strzelcy wyszli z karabinami by ustrzelić reflektory, tzw. szperacze niemieckich okrętów polujących na Orła. Skończyć to się dobrze nie mogło. A i z realiami pola walki nie miało wspólnego wiele.

Jeśli już o realiach mowa to marynarz Eryk Sopoćko został uśmiercony razem z całą załogą Orła … mimo, że naprawdę zginął dopiero w 1943 roku. Takich błędów się nie wybacza. Wystarczyło zatrudnić dobrego konsultanta historycznego, który wyłapał by takie wpadki.

Film oczywiście kończy się zatonięciem okrętu po zbombardowaniu go przez brytyjski samolot co wydaje się dość dobrą hipotezą. Czy prawdziwą? Zapewne dopóki nie odnajdziemy wraku to się nie dowiemy.

Jako ciekawostkę dodam, że model ORP Orzeł który zagrał w filmie znajduje się obecnie w Muzeum Marynarki Wojennej w Gdyni.

Spotkania autorskie – zapowiedź

W ostatnim czasie jak wiecie ukazały się moje dwie książki. Dwie różne, całkowicie różne, zupełnie do siebie nie pasujące. A jednak. Historia to zlepek wydarzeń. To ciąg przyczynowo-skutkowy i wszystko, choćby na pierwszy rzut oka tak nie było, to łączy się ze sobą. Jak? O tym właśnie i wielu innych rzeczach opowiem Wam na kolejnych spotkaniach autorskich.

15 listopada o godz. 18:30 widzimy się w Klubie Inteligencji Katolickiej przy pl. Kościeleckich 7. Głównym tematem spotkania będzie prezentacja książki pt. Nie tylko krwawa niedziela. Bydgoski wrzesień 1939 dzień po dniu.

Następnie 17 listopada o godz. 17:30 odwiedzę kolejny raz Kcynię, gdzie w budynku Urzędu Miasta w ramach cyklu Ciekawość świata przedstawię swoje badania na temat ostatnich dni i śmierci Heinricha Himmlera, człowieka który zbudował organizację SS, tworząc z niej swoiste państwo w państwie. Jak zginął i dlaczego zginać musiał? Kto jest odpowiedzialny za jego śmierć? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w książce oraz na spotkaniu.

18 listopada biorę udział w I Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej: Zbrodnie Armii Czerwonej w świetle prawa międzynarodowego, gdzie przedstawię temat paktu Ribbentrop-Mołotow i jego konsekwencji dla Polski. Konferencja będzie transmitowana online, a link zostanie zamieszczony na moim profilu na Facebooku. Zachęcam do wysłuchania.

24 listopada o godz. 18:00 w gościnnych progach biblioteki na Jachcicach porozmawiamy o trudnych dniach września 1939 roku.

26 listopada widzimy się w Warszawie na tamtejszych Targach Książki Historycznej, gdzie będę promował najnowszą i 4 w tym roku książkę pt. Palili, mordowali, gwałcili. Zbrodnie Armii Czerwonej na Polakach 1920-1945.

2 grudnia o godz. 17:00 odbędzie się spotkanie autorskie w bibliotece na os. Leśnym. będzie to już moja druga wizyta w tej bibliotece i mam nadzieję że również będziecie wówczas naszymi gośćmi.

W trakcie każdego spotkania będzie oczywiście możliwość zarówno porozmawiania na inne tematy jak i zakupu wszystkich moich książek. A jeśli nie możecie się doczekać to zapraszam do sklepu na mojej stronie. Tam zawsze wszystkie dostępne książki w najlepszych cenach.

Kolejne książki powstają i w przyszłym roku znów będziemy mieli powody do spotkań. Do zobaczenia więc na kolejnych spotkaniach.

1 listopada 1939 r. w Dolinie Śmierci zamordowano 51 bydgoskich nauczycieli

Bydgoszcz została naznaczona szczególnym znamieniem „prześladowania dla sprawiedliwości”. To przecież tutaj, w pierwszych dniach drugiej wojny światowej hitlerowcy dokonali pierwszych publicznych egzekucji na obrońcach miasta. Symbolem tego męczeństwa jest bydgoski Stary Rynek. Innym tragicznym miejscem jest tak zwana „Dolina Śmierci” w Fordonie.

                                                                 Jan Paweł II, Bydgoszcz 7 czerwca 1999 r.

10 października 1939 r. rozpoczęły się niemieckie mordy w Dolinie Śmierci pod Fordonem. Do 26 listopada, kiedy to nastąpiło rozwiązanie Selbstschutzu odpowiedzialnego za dokonywane mordy przeprowadzono 4 duże egzekucje.

Od 10 października w fordońskim wąwozie, który później mieszkańcy nazwali Doliną Śmierci przystąpiono do eksterminacji fordońskich Żydów. Nie są znane dokładne dane liczbowe osób narodowości żydowskiej zamordowanych w Dolinie, gdyż wielu Żydów pod koniec sierpnia 1939 r. opuściło Fordon. Nie określona ich liczba powróciła po kilku dniach tułaczki do swoich domów i podzieliła los tych, którzy pozostali. Jedno pozostaje pewne. Pod koniec października 1939 r. Fordon został oczyszczony z osób narodowości żydowskiej. Bardzo prawdopodobne jest, że do grupy Żydów, rozstrzelanych w Dolinie w dniu 19 października została dołączona ur. w 1905 r. Stefania Stawska z 10 letnim synem Karolem. Według świadków po wyprowadzeniu z mieszkania zostali dołączeni do kilkuosobowej grupy więźniów i poprowadzeni w kierunku Miedzynia.

Należy zauważyć, że program zbrodni na bydgoszczanach był usystematyzowany i praktycznie za każdym razem wyglądał podobnie, co pozwala na przyjęcie pewnych uogólnień. Gdy wieczorami w koszarach artyleryjskich organizowano kolejny apel podczas którego wyczytywano kolejne nazwiska przetrzymywanych w nieludzkich warunkach mieszkańców Bydgoszczy, więźniowie nie przypuszczali że to ostatni apel tych wyczytanych. Następnego dnia przeważnie w okolicach godz. 4 rano wszyscy wyczytani poprzedniego dnia na apelu zajmowali miejsca w podstawionych ciężarówkach. Z koszar artyleryjskich byli wywożeni na północny zachód od Fordonu w pobliże lotniska szybowcowego. Stąd piechotą doprowadzano Polaków do hangaru szybowcowego, gdzie następowały rewizje i gdzie nakazywano pozostawienie swoich rzeczy osobistych i ubrań wierzchnich. Następnie dalej, często z rękoma nad głową Polacy byli prowadzeni ścieżką do wcześniej wykopanych rowów. Tu niekiedy, tak jak miało to miejsce 1 listopada 1939 r. byli fotografowani, a zdjęcia umieszczano w przygotowywanym albumie chwały Selbstschutzu.

Obecnie znane są trzy egzemplarze takowych albumów, lecz podejrzewam iż było ich nawet 7. Z protokołów ekshumacyjnych wynika, że większość osób została zamordowana strzałem w tył głowy. U niektórych zwłok jednakże takich śladów nie znaleziono, a znajdowano inne wskazujące na poniesioną śmierć w wyniku uderzenia tępym narzędziem jak choćby kolbą karabinu. Wpadali wtenczas bezwładnie do rowu, przysypani następnie cieńką warstwą ziemi. Po nich przychodzili następni.