Mjr Jan Henryk Żychoń – polski as wywiadu

W latach 1930-1939 Bydgoszcz była siedzibą Ekspozytury nr 3 Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego. Jej kierownikiem był najsławniejszy wywiadowca II RP mjr. Józef Henryk Żychoń. Jego życiorys to scenariusz na nie jeden film sensacyjny. Pomimo, że zginął w trakcie bitwy o Monte Cassino to nie wszyscy wierzyli w jego śmierć. Poszukiwania mjr Żychonia trwały jeszcze długo po wojnie.

Za Polskę”– tak według strzelca Stanisława Żurakowskiego brzmiały ostatnie słowa wypowiedziane przez majora Jana Henryka Żychonia podczas bitwy o Monte Cassino. Mjr Żychoń jest postacią, której nie trzeba bliżej przedstawiać potencjalnym odbiorcom niniejszego artykułu. Znalazły się jednakże osoby, które nie uwierzyły w śmierć majora. Nie zrozumiałe było, iż polskie władze wojskowe pozwoliły by osoba posiadająca znaczne wpływy w środowisku wojskowym oraz znaczną ilość informacji wywiadowczych najwyższego szczebla tajności została dopuszczona do udziału w walkach na pierwszej linii, gdzie istniało ryzyko pochwycenia żołnierza w trakcie bitwy. Najbardziej znaną postacią doszukującą się spisku i zapewne pałającą chęcią niejakiego rewanżu był mjr. Tadeusz Nowiński, który twierdził: We Włoszech mjr Żychoń, według jakiejś wersji, znalazł się na liście osób szczególnie niebezpiecznych, poszukiwanych przez wywiad niemiecki. Na liście tej po innymi pułkownikami i generałami na czołowym miejscu znajdowało się nazwisko Żychonia. Nieco później ukazała się klepsydra żałobna, z której wynikało, że mjr Żychoń zginął bohaterską śmiercią podczas ataku na Monte Cassino. Jak to się stało, nie wiadomo. Ze znanych mi pięciu czy sześciu wersji opowiedzianych mi przez świadków włącznie z oficerami informacyjnymi batalionu, gdzie mjr Żychoń był formalnie zastępcą dowódcy batalionu – ani jeden majora Żychonia nie widział. Wszystkie te wersje są różne, nie ma ani jednej, która by odpowiadała drugiej. Jest więc rzeczą jasną, że musi być w tym coś nie w porządku. Nie jest pewnym, czy mjr Żychoń żyje – ale nie koniecznie musiał zginąć. Ponadto wg. informacji uzyskanych przez mjr. Nowińskiego Żychoń miał przebywać w Kanadzie i utrzymywać kontakt listowny ze swoją córką przebywającą w Polsce. Jako jeden z dowodów na sfingowanie swojej śmierci Nowiński podawał, że podobna sytuacja miała miejsce już w 1940 r., kiedy to Żychoń opuszczając Francję spreparował własny akt zgonu, który przesłał swojej matce mieszkającej w Polsce.

CIEKAWOSTKA Starosta bydgoski Julian Suski zapisał w swych wspomnieniach: Starałem się unikać stosunków z kierownikiem ekspozytury majorem Żychoniem (…) ponieważ uważałem go za człowieka bez skrupułów, zdolnego do nielegalnego postępowania, a przy tym pijaka. Patrz: J. Suski, W służbie publicznej na dwóch kontynentach, Toronto 1982, s. 125.Jednocześnie do dnia dzisiejszego pokutuje obiegowa opinia jakoby międzywojenna prasa co rusz rozpisywała się na temat incydentów powiązanych z osobą kierownika E3. W celu zweryfikowania takiej informacji przejrzałem zawartość Dziennika Bydgoskiego z lat 1920-1939. Podczas kwerendy prasowej na nazwisko mjr. Żychonia natrafiłem tylko jeden raz i było to związane z turniejem pokerowym, w którym brali udział również inni oficerowie, a dochód z gry był przeznaczony na Polski Czerwony Krzyż.

Major Jan Henryk Żychoń – szef Ekspozytury nr 3 OIISG WP w Bydgoszczy

Śledztwo

Temat śmierci mjr. Żychonia był również przedmiotem śledztwa prowadzonego po 1945 r. przez służby PRL, głównie za sprawą procesu Adama Doboszyńskiego, w którym mjr. Nowiński ponownie oskarżył kierownictwo Oddziału II SG oraz samego Żychonia jako agenta niemieckiego wywiadu. Żychoniowi zarzucano również hulaszczy tryb życia oraz nie rozpoznanie niemieckich przygotowań zarówno do ataku na Polskę we wrześniu 1939 r. jak i zorganizowanej niemieckiej dywersji w dniach 3-4 września 1939 r. w Bydgoszczy, nazwanej przez niemiecką propagandę bydgoską krwawą niedzielą. Nie możliwością jest obarczyć osobę mjr. Żychonia pełnią odpowiedzialności za powyżej wymienione wydarzenia, co nie umniejsza faktu, iż to właśnie mjr. Żychoń, jako szef E3 powinien podjąć większe starania w celu rozpoznania sytuacji na powierzonym mu odcinku terytorium, zwłaszcza że niemieckie przygotowania i sam wybuch wojny nie stanowiły zaskoczenia dla polskich władz ostrzeganych i informowanych na bieżąco o zachodzących zmianach u zachodniego sąsiada.

Zaginięcie jest fikcją i ma pewien cel

Jeszcze w kwietniu 1953 r. w notatce o osobie zarejestrowanej zgłoszono, że Żychoń przebywa w Anglii, a na odwrocie notatki zapisano: wykazuję, że takowe jego zaginięcie jest fikcją i ma pewien cel. Prowadzono również poszukiwania jego rodziny w tym teściowej, którą odnaleziono w Katowicach. W listopadzie 1948 r. WUBP w Poznaniu skierował do Sekcji VI Wydziału I WUBP w Bydgoszczy pismo z prośbą o udostępnienie wszelkich dostępnych danych na temat Żychonia. Jednocześnie przekazano informacje uzyskane od więźnia śledczego Czesława Szymańskiego służącego wcześniej w 2 Korpusie Polskim we Włoszech jakoby Żychoń miał przebywać na terenie województwa bydgoskiego pod fałszywym nazwiskiem, w celu pełnienia nie zidentyfikowanej roli w życiu politycznym Stronnictwa Pracy. Rok później WUBP w Poznaniu wystosował pismo do Wydziału I WUBP w Bydgoszczy, że wieści o śmierci mjr. Żychonia zostały celowo przemycone do Kraju, ażeby zatrzeć wszelkie ślady i odwrócić naszą uwagę od niego, także aby Żychonia jako wytrawnego pracownika „dwójki” skuteczniej wykorzystać w służbie angielskiego wywiadu.

Świadkowie zeznają

Argumentem przemawiającym za sfingowaniem śmierci mjr. Żychonia miało być zeznanie uczestnika pogrzebu ppłk. Kurka i mjr. Żychonia, który twierdził, że zwłok Żychonia nie widział. 18 października 1954 r. naczelnik Wydziału I WUBP w Bydgoszczy kpt. Kazimierz Kotarski wysłał do naczelnika Wydziału IV Departamentu I MBP w Warszawie wszystkie zebrane informacje biograficzne dotyczące życia majora Żychonia. Na końcu tej obszernej, kilkustronicowej notki biograficznej znajdujemy informacje odnośnie „rzekomej” śmierci mjr. Żychonia. Do jego śmierci wg. autora notatki miały nie dopuścić zainteresowane jego osobą służby wywiadowcze Francji, Anglii i Stanów Zjednoczonych. W polskich kołach towarzyskich przebywających w Londynie panować miało do tego głębokie przekonanie o pobycie mjr. Żychonia w Ameryce Północnej. W innym piśmie zawierającym szczegóły z pracy mjr. Żychonia posunięto się dalej w domysłach. W ich wyniku Żychoń miał żyć i pracować na terenie kontynentu europejskiego dla wywiadu anglosaskiego specjalnie na odcinku krajów wschodnio-europejskich z wyłączeniem ZSRR na którym się nie znał i nie miał tam sieci.

Jedno z nielicznych zdjęć majora Żychonia w cywilnym ubraniu

Koniec śledztwa

Nie zaprzestano również obserwacji żony mjr. Żychonia. Wg. informatora o pseudonimie „Konstanty” w 1953 r. Helena Żychoń zamieszkiwała w Warszawie lub pod Warszawą, często była widywana w lokalach warszawskich, gdzie pomimo, że miała dorosłą córkę starała się o względy różnych mężczyzn. Dopiero dziewięć lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, w 1954 r. Urząd Bezpieczeństwa stracił zainteresowanie osobą mjr. Jana Henryka Żychonia.


Tekst pochodzi z książki Wojenne sekrety Bydgoszczy, Warszawa 2019

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *